05.01.02
Protest narodu
We wrześniu 2001 r. do Chróścic (Crostwitz) pod Budziszynem (Bautzen) przyjechali dziennikarze z całego świata. Dla stacji telewizyjnych temat był wyjątkowo widowiskowy.
Codziennie rano przed miejscową szkołą zbierało się około 300 rodziców. Tworzyli szpaler. Wchodzącym do budynku uczniom i nauczycielom bili brawo. Demonstracja trwała miesiąc.
Bożena Pawlikowa, slawistka po studiach w Lipsku i Pradze, nieformalna minister oświaty mniejszości łużyckiej mówi, że w Chróścicach stawiły się media z ponad 80 redakcji. Tak solidarny protest Łużyczan nie zdarzył się od dawna. Rodzice przestali demonstrować dopiero wtedy, gdy saksoński minister oświaty zagroził, że rok nauki uczniów piątej klasy w miejscowej szkole nie zostanie przez władze uznany. Siedemnastu uczniów z Chróścic dojeżdża teraz do szkoły we wsi Ralbice (Ralblitz).
Opór rośnie
Od styczniu 2001 r., zgodnie z decyzją Parlamentu Łużyckiego (najwyższy organ mniejszości) w ramach Domowiny (związku łużyckich stowarzyszeń) utworzone zostało w Centrum Językowe "Witaj" w Budziszynie. Kieruje nim Bożena Pawlikowa.
- Zadaniem centrum jest odbudowa, rozwój i upowszechnienie języka łużyckiego. Od 50 lat istnieją łużyckie przedszkola, chcemy, by język łużycki w przedszkolu był również propozycją dla dzieci niemieckich - wyjaśnia. W Saksonii, gdzie Łużyczan jest najwięcej, oprócz przedszkoli zachowało się sześć szkół podstawowych (klasy od 1 do 4) z serbskim językiem wykładowym, sześć gimnazjów (klasy od 5 do 10), z których tylko w dwu łużycki jest podstawowym oraz sześć szkół średnich (klasy 11 i 12) gdzie także tylko w dwu językiem podstawowym jest łużycki. W pozostałych placówkach łużycki to język obcy.
W Chróścicach (1 tys. mieszkańców) po łużycku mówi się i na lekcjach, i na przerwie, w sklepie, na ulicy, w kościele i w Dolinie Śmierci, pod pomnikiem 2000 Polaków, poległych tu pod koniec II wojny światowej. Chróścice są takim miejsce dla Łużyczan jak Babimojszczyzna dla Polaków.
Pomysł likwidacji szkoły, która pełni także rolę prężnego centrum kultury, to próba unicestwienia resztek żywej społecznej tkanki tej mniejszości narodowej.
Od 2001 r. o ilości szkół w Saksonii decydują powiaty. Radni powiatu Kamjensk (Kamenz) postanowili zlikwidować placówkę w Chróścicach. Powód? Mała liczba dzieci. Decyzję potwierdzili 5 grudnia 2001 r. podczas sesji. Według norm saksońskich klasę można tworzyć wówczas, gdy jest 19 uczniów. Do 5 klasy w chróścickiej szkole uczęszczało 17 uczniów. Zostali przydzieleni do szkoły w Ralbicach, gdzie tworzą odrębną klasę ale nie liczniejszą!
- Jesteśmy mniejszością narodową i nie mogą nas obowiązywać takie limity jak Niemców - oburza się B. Pawlikowa.
Nie rzucim mowy
W historii Łużyczan bywały okresy wyjątkowo trudne. W 1935 r. narodowi socjaliści pozwalniali łużyckich nauczycieli, zabronili wydawania prasy w ich języku, Łużyczanom zakazali podejmowania jakiejkolwiek pracy. Wydawało się, że nadchodzi kres istnienia narodu.
Gdy Hitler doszedł do władzy, na Łużycach rozwinęło się tajne nauczanie. Szkoły powstawały na wsi, w chłopskich domach. W tych trudnych momentach Łużyczanie znajdowali sojuszników wśród Polaków i Czechów. Oparcie mieli jednak przede wszystkim w Domowinie. W 1937 r. hitlerowskie władze zepchnęły Domowinę i jej 84 stowarzyszeń do podziemia. Dwa dni po zakończeniu wojny Domowina odradza się.
Kronikarz historii Łużyc pod datą 10 maja 1945 r zapisał: ,"Odrodzenie Domowiny jako antyfaszystowskiego Związku Serbów Łużyckich w Chróścicach na Górnych Łużycach".
Na Dolnych Łużycach (Chociebuż) Domowina powstaje we wrześniu 1945 r. W ciągu pięciu powojennych lat serbołużycka mniejszość zdążyła okrzepnąć. W lipcu 1950 r. w Budziszynie organizuje I Zjazd Łużyczan, podczas którego 2.700 uczniów z 62 szkół przedstawia łużyckie tańce ludowe. W zjeździe uczestniczy 150 tys. gości. Władze NRD finansowo wspomogły mniejszość. W Budziszynie powstaje m.in. Łużycki Instytut Ludoznawczy, Państwowy Łużycki Zespół Pieśni i Tańca, Muzeum Łużyckiej Sztuki Ludowej, Serbołużycka Grupa Filmowa i Ludowe Wydawnictwo Domowina. Łużyczanie wydają prasę w swoim języku, mają audycje radiowe i oczywiście swoje szkoły. Gdy enerdowskie władze ustalają limit uczniów (3.200), którzy mogą uczęszczać do tych szkół, protestuje i młodzież, i rodzice.
Upadek muru berlińskiego zrodził nowe nadzieje na Łużycach. W traktacie zjednoczeniowym zawartym między RFN i NRD jest zapis o ochronie i o wspieraniu języka łużyckiego oraz kultury a także o prawie do używania języka łużyckiego przed sądami.
Dziesięć lat po zjednoczeniu Niemiec Łużyczanie nie kryją rozgoryczenia. Znów muszą walczyć o prawo do nauki języka.
Gry polityczne
W starym notatniku odnajduję wizytówkę Łużyczanina Siegharda Kozela, posła parlamentu Saksonii, przewodniczącego komisji pracy, nauki, oświaty, kultury i mediów.
Telefonuję do biura poselskiego w Budziszynie. Numer aktualny, ale realia inne.
- Teraz posłem w parlamencie Saksonii jest nasz syn Heiko Kozel, prawnik i historyk. Ma 33 lata. Mąż już na emeryturze, nadal jednak aktywny jako dziennikarz - wyjaśnia Merka Kozelowa, szefowa europejskiego biura Hansa Modrowa, deputowanego Parlamentu Europejskiego z ramienia PDS (Partii Demokratycznego Socjalizmu).
Heiko Kozel też jest członkiem PDS, dzieli biuro z Hansem Modrowem, honorowym przewodniczącym niemieckiej PDS. W powiecie budziszyńskim PDS ma 620 członków, CDU (chrześcijańscy demokraci) - 700.
Merka Kozelowa porzuciła dziennikarstwo dla pracy w biurze. Poprzez biuro może inicjować działania broniące Łużyczan. Jest Łużyczanką. Pochodzi ze wsi, jak większość pokolenia o rodowodzie łużyckim.
- Nam Łużyczanom pieniędzy brakuje na wszystko. Prawie nie korzystamy z funduszy unijnych, bo w większości programów wymagany jest wkład własny. A my nie mamy dochodów - wyjaśnia.
Boleje nad obumieraniem literatury łużyckiej, dumy Domowiny w czasach NRD. W Budziszynie ukazuje się prasa serbołużycka, są łużyckie audycje radiowe, a od wiosny tego roku, po dziesięciu latach zmagań, udało się wywalczyć półgodzinną audycję telewizyjną, emitowaną raz w miesiącu.
Łużyczanie czują jednak niedosyt i rozgoryczenie. Jako mniejszość spodziewali się ochrony i wsparcia od władz federalnych, krajowych i unijnych. Nic takiego nie nastąpiło.
Większość w radzie powiatu Kamjensk mają chrześcijańscy demokraci, oni są też u władzy w Saksonii. W ostatnich wyborach 80 proc. Łużyczan głosowało na CDU.
- Nie sądziliśmy, że ustawią się przeciwko nam. Ostatnia decyzja radnych w Kamjensku to dla nas szok - dodaje Bożena Pawlikowa.
W Budziszynie i okolicy stopa bezrobocia przekroczyła 20 proc. Liczba rozgoryczonych rośnie. Coraz więcej młodych garnie się do PDS.
Życiowe wybory
W czasie strajku w Chróścicach do pracy w szkole zgłosiło się sześciu nauczycieli - emerytów.
Prowadzili lekcje bezpłatnie. I chociaż protest nie odniósł spodziewanego skutku, Gabriela Breżan twierdzi, że zjednoczył miejscową społeczność.
Gabriela Breżan mówi mi to w świetlicy wiejskiej w Nuknicach (Nuknitz). Ma 32 lata i sześcioro dzieci. Mąż jest kominiarzem, spowinowacony przez dziadka z wielkim, sławnym pisarzem łużyckim Jurijem Breżanem. Gabriela mieszka w sąsiedniej wsi. Do Nuknic przywiozła dzieci na wspólną, adwentową wieczerzę. Wieczerzę dla dzieci przygotowują rodzice, oni wieczorem także zasiadają do wspólnego stołu. Adwentowy obyczaj wpisany jest w łużycką tradycję.
Pytam młode matki, które przyszły z dziećmi do świetlicy, co sądzą o likwidacji szkoły. Milczą. Ich mężowie prowadzą firmy, dostają zlecenia ze starostwa. Krytyka władz oznacza przegrane przetargi. Gabriela jako jedyna przerywa milczenie.
- Będziemy nadal walczyć. Może sami poprowadzimy tę szkołę? Jest taki pomysł. Walką o utrzymanie szkoły w Chróścicach zainteresowali się parlamentarzyści Czech. Ten temat był dwukrotnie przedmiotem obrad parlamentarnych w Pradze. Czesi wspierają Domowinę. Przekazali jej 180 tys. koron na utrzymanie i rozwój szkolnictwa łużyckiego.
REGINA DACHÓWNA