Trybuna Śląska 01.10.2001

 

Umiera język, znika naród

Tuż za Odrą żyje bliska nam społeczność, która wciąż przegrywa starcia z historią. Tym razem musiała stanąć w obronie swojego języka - serbołużyckiego.

Najmniejszy lud słowiański

Serbołużyczanie to najmniejszy lud słowiański na świecie. Są pozostałością Słowian Połabskich. Starsze encyklopedie podają, że żyje ich około 100 tysięcy. Obecne korygują te dane. W Saksonii jest ich około 40 tysięcy, a w Brandenburgii blisko 20 tysięcy. Podobno są jeszcze w Saksonii-Anhalcie, ale tylko kilka czy kilkanaście rodzin. Przyczyną tego dość gwałtownego zmniejszenia się liczby Serbołużyczan była bieda na tej ziemi. Nie tylko ginęły wioski wypierane przez potężne koparki, ale odchodziła też młodzież do miast w poszukiwaniu atrakcyjniejszego zajęcia. Na Łużycach pozostawali tylko starsi ludzie. Słowianie pojawili się na Łużycach w VI wieku w rezultacie wędrówki ludów. Henryk I przyznał im tę ziemię. Jednak innego zdania był w X wieku margrabia Gero. Zaprosił do siebie 30 słowiańsko-łabskich książąt i podał im zatrute potrawy. Wybucha powstanie. Nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Kraina zostaje podbita przez Niemców w duchu chrystianizacji. Przejściowo w latach 1018-1031 należała do Polski. W XIV wieku przypada koronie czeskiej. Od 1635 roku jest lennem elektorów saskich. W okresie reformacji dominuje narodowy język w przekładach dzieł religijnych. Ukazuje się -Nowy testament- i biblia Marcina Lutra. To właśnie piśmiennictwo i pielęgnacja języka w szkołach pozwoliły przetrwać Serbołużyczanom trudne lata w ich historii. ?

Apel, który został wysłany z Chrósćicy (Crostwitz) koło Budziszyna (Bautzen) w Saksonii obiegł niemal całą kulę ziemską. Odezwały się głosy poparcia na całym świecie. Nie zabrakło wśród nich słów solidarności ze strony Polaków. Nasi rodacy zareagowali żywiołowo. Sami doświadczyli w swojej historii podobnych chwil i tylko upór oraz umiłowanie ojczystego języka, a także tradycji pozwoliły przetrwać lata obcego ucisku.

Tym razem jednak nie chodzi o obcy ucisk czy wynaradawianie, ale o ograniczanie szans nauki języka ojczystego. Chrósćicy leżą na serbskołużyckiej ziemi we wschodnich Niemczech. Są jedną z sześciu miejscowości, gdzie istnieje średnia szkoła z serbskim językiem wykładowym. Działa tu również siedem szkół podstawowych z nauką w języku serbskołużyckim. Niemiecki jest językiem dodatkowym i obowiązuje jedynie na matematyczno-przyrodniczych lekcjach.

Domowina protestuje

W Chrósćicy władze oświatowe podjęły ostatnio szczególną decyzję. Otóż nie ma w tym roku w miejscowej szkole z serbskim językiem wykładowym piątej klasy - a jest ona w Niemczech pierwszą gimnazjalną. Tak więc w następnym roku nie będzie szóstej. Nawet dla niewtajemniczonego wniosek jest jeden - doprowadzi to do stopniowego i całkowitego zlikwidowania gimnazjum. Zaprotestowała więc Domowina - Związek Serbołużyczan. Wezwała dzieci piątej klasy, ich rodziców i nauczycieli do codziennego pikietowania szkoły. Do tego właśnie protestu dołączyły głosy z całego świata. "To obecnie największe wydarzenie na naszej ziemi" mówią mi koledzy z "Lausitzer Rundschau" - "Łużyckiego Przeglądu", który ukazuje się w Chocieburzu (Cottbus) w języku niemieckim. Odzew na apel szkoły świadczy ich zdaniem o tym, jak zbliżył się ku sobie demokratyczny, wolny świat. Poparcie z Polski ma szczególny wymiar. Tutaj polscy żołnierze walczyli z hitlerowską armią i ginęli w imię nie tylko swojej, ale także naszej wolności - mówią moi rozmówcy. Pod pomnikiem ku ich chwale w Chrósćicy leżą zawsze świeże kwiaty.

Faszyzm nie wejdzie do szkół

Jeszcze przed niemiecką agresją na Polskę i wybuchem drugiej wojny światowej rozpoczęły się w III Rzeszy prześladowania Serbołużyczan. W 1933 roku ich związki odmówiły wprowadzenia nazistowskiego programu do swoich szkół. Rozpoczęły się aresztowania, represje, zakazy. Domowina i inne organizacje społeczno-kulturalne otrzymały zakaz zgromadzeń. Wszelka działalność kulturalna i oświatowa uznana została za wrogą dla niemieckiej Rzeszy. Nauczyciele i duchowni obu wyznań - katoliccy i ewageliccy - zostali wysiedleni z Łużyc. Zamknięte zostały serbskie dzienniki, czasopisma, wydawnictwa, księgarnie, biblioteki, archiwa i drukarnie. Zamarł dom serbskiej kultury, w przededniu klęski niemieckiego faszyzmu został wysadzony w powietrze. Jednak już w dzień po kapitulacji III Rzeszy, 10 maja 1945 roku, właśnie w Chrósćicy przywrócono działalność Domowiny. Byłem gościem "Lausitzer Rundschau". Uczestniczyłem w festiwalu folkloru serbołużyckiej ziemi, zorganizowanym przez ten dziennik. Urzekło mnie bogactwo kolorów, piękna muzyka i tańce. Płynąłem malowniczymi kanałami Spreewaldu. Gospodarze mówili mi, że odrodzenie miejscowej kultury jest rezultatem wieloletniego zakazu jej pielęgnowania. U starszych ludzi była to tęsknota, a u młodzieży ciekawość. Interesowałem się Łużycami i odwiedzałem tę ziemię w latach siedemdziesiątych, gdy byłem korespondentem telewizji w NRD i Berlinie Zachodnim. Zobaczyłem wówczas, że nie zawsze póĽniejsze lata były spełnieniem tęsknoty i marzeń.

"Demokratyczne rozwiązanie problemu mniejszości"

Ziemia ta w NRD stała się wyrobiskiem węgla brunatnego. Wryły się w nią potężne koparki. Żyzne pola zamieniły się w ziejące czernią rozległe kratery. Razem z ich powstawaniem ginęły wsie. Trzeba było przesiedlać ludność. Mieszkańcy nie traktowali tego jak przypadku. Było to ich zdaniem świadome działanie mające na celu "demokratyczne rozwiązanie problemu mniejszości narodowej w NRD". Oficjalnie kultura łużycka cieszyła się poparciem. Powstawały instytucje naukowo-kulturalne, zespoły ludowe, teatry, ale wszystko to było podporządkowane propagowaniu polityki komunistycznej partii. Więcej w tym było ideologii niż rzeczywistej serbskołużyckiej kultury. Jednak romantyczne powieści Jurija Brezana weszły na trwałe do niemieckiej i słowiańskiej literatury. "Dlaczego mówi pan do mnie po niemiecku" strofuje mnie Jurij Wuschansky zajmujący się w Domowinie kontaktami z mediami. - Jestem przecież Serbem i rozumiem po polsku.

I odpowiada poprawnie w naszym języku. Poleca mi dokładne prześledzenie historii Serbołużyczan, którzy są przecież, jak twierdzi, najbliżsi Polakom ze względu na swoje pochodzenie i historię.

Jerzy Tepli