Gazeta Wyborcza 12.08.2003

 

Niemcy/Serbołużyczanie walczą o szkołę w Chróścicach

11.8.Chróścice (PAP) - Niemieccy Serbołużyczanie nie zamierzają pogodzić się z decyzją saksońskich władz krajowych o zamknięciu liczącej blisko sto lat serbołużyckiej szkoły średniej w Chróścicach pod Budziszynem.

"Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby nasze dzieci mogły pod koniec sierpnia rozpocząć naukę w chróścickiej szkole tak jak dawniej ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie" - zapewnił w piątek przewodniczący Związku Serbów Łużyckich "Domowina" Jan Nuk.

"Za nic nie zrezygnujemy z obrony placówki, która jest naszym narodowym bastionem" - powiedział Nuk podczas wieczornego wiecu przed budynkiem szkoły w Chróścicach.

Jak potwierdził adwokat Thorsten Schmidt, skarga rodziców na decyzję o zamknięciu szkoły wpłynęła do sądu administracyjnego w Dreźnie. Postępowanie w tej sprawie może potrwać jednak nawet trzy lata. Dlatego zwolennicy utrzymania szkoły złożyli równocześnie wniosek o natychmiastowe wstrzymanie decyzji władz Saksonii, który rozpatrywany będzie w trybie przyśpieszonym. "Decyzja musi zapaść przed rozpoczęciem roku szkolnego, tzn. przed 25 sierpnia" - zapewnił adwokat. "Mamy mocne argumenty" -dodał otuchy rodzicom.

"Decyzja władz jest ostateczna" - powiedział natomiast zastępca rzecznika ministerstwa kultury w Dreźnie Wilfried Kuehner. "Ponieważ żyjemy jednak w państwie prawa, droga sądowa jest dla każdego otwarta. Nasze argumenty są jasne i przekonywające" - zapewnił Kuehner w rozmowie z PAP.

Wskazał, że według obowiązujących w Saksonii przepisów, szkoły średnie muszą mieć w każdym roczniku co najmniej 40 dzieci.

Dla Łużyc władze i tak zrobiły wyjątek, zgadzając się na liczbę 20 dzieci na jeden rocznik. Do piątej klasy w Croswitz (niemiecka nazwa Chróścic) w ubiegłym roku zgłosiło się siedmioro dzieci, w tym roku tyle samo.

Utrzymywanie czterech szkół na terenie, gdzie w najbliższym czasie do piątej klasy będzie przyjmować się nie więcej niż 50 dzieci, byłoby nieodpowiedzialne - uważa Kuehner. Dodał, że decyzje o zamknięciu szkół są skutkiem demograficznego niżu i dotykają w dużo większym stopniu szkoły niemieckie. W samej Saksonii zamknięto w tym roku 90 szkół. Podobnie jest w innych regionach dawnej NRD.

Przedstawiciele serbołużyckich organizacji zgodnie twierdzą, że szkoła w Chróścicach ma "szczególne" znaczenie i jest symbolem ich tożsamości. "Większość przedmiotów wykładana jest w języku serbołużyckim. Nawet na przerwach dzieci mówią w tym języku. Ta atmosfera oddziaływuje także na dzieci niemieckie. Inne szkoły są dwujęzyczne - tam dominuje niemiecki" - wyjaśnił zastępca redaktora naczelnego dziennika "Serbskie Nowiny" Alfons Wicaz.

Serbołużycki język używany jest na co dzień przez starych i młodych. Podczas nocnej dyskoteki w remizie z głośników rozlegają się co prawda zagraniczne przeboje, jednak siedząca w małych grupkach młodzież śpiewa serbołużyckie piosenki. Tak jest we wszystkich wsiach w okolicy. Ale i w miejscowej "metropolii" Budziszynie przynależność do serbołużyckiej kultury jest powodem do dumy. "Mój mąż jest oczywiście Serbem łużyckim. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej" - powiedziała 24-letnia Monika Wenclowa z księgarni w Budziszynie. "Przynależność do serbołużyckiego narodu to oczywiście nie jedyny mocny punkt mojego męża - uśmiecha się. - W domu mówimy po serbołużycku i w tej tradycji wychowamy też nasze dzieci" - zapewniła młoda kobieta.

Po utworzeniu w 1949 r. NRD komunistyczne władze zezwoliły na podjęcie działalności przez serbołużyckie organizacje, podporządkowując je jednak komunistycznej ideologii. Wiele zamieszkanych przez Serbów wiosek unicestwiło potem forsowane bez opamiętania odkrywkowe kopalnictwo węgla brunatnego.

Po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r. odtworzono wiele tradycyjnych organizacji i stowarzyszeń, m.in. Serbołużyckie Zrzeszenie Szkolne. Konstytucje krajowe gwarantują Serbom łużyckim prawo do zachowania tożsamości oraz do kultywowania języka, religii, kultury i tradycji. W Saksonii działa trzynaście szkół z językiem serbołużyckim - sześć podstawowych, sześć średnich i jedno gimnazjum.

Serbołużyccy działacze nie ukrywają, że zawiedzeni są brakiem politycznego poparcia ze strony Polski. "Serbołużyczanie nie mają swojego kraju macierzystego. Poparcie ze strony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego lub innych polityków miałoby ogromne znaczenie" - powiedział proboszcz chróścickiej parafii Clemens Rehor. Redaktor naczelny "Serbskich Nowin" Benedikt Dyrlich dodał: "Istnieją bogate kontakty kulturalne z Polską, jednak brak jest politycznego wsparcia. Inaczej jest w Czechach, gdzie naszych przedstawicieli przyjmował sam premier". "Może Polacy obawiają się, że władze w Berlinie mogłyby domagać się większych praw dla niemieckiej mniejszości w Polsce" - zasugerował Rehor.

Największe nadzieje mieszkańcy Łużyc pokładają w polskim papieżu. Jan Paweł II odwiedził Chróścice w 1975 r. - jeszcze jako kardynał Krakowa. To właśnie do niego Serbołużyczanie zaapelowali teraz o pomoc. "Prosimy Cię, Ojcze Święty o wsparcie zabiegów, zmierzających do uratowania naszego narodu" - napisali.

Jacek Lepiarz (PAP) dmi/ kan/ we/