Gazeta Wyborcza 26.08.2003
Szkoła Serbołużyczan w Saksonii zamknięta
Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 26-08-2003, ostatnia aktualizacja 26-08-2003 18:26
Choć w poniedziałek w Saksonii rozpoczął się nowy rok szkolny, zasłużona serbołużycka szkoła średnia w Chróścicach (Crostwitz) koło Budziszyna jest zamknięta na głucho. Protesty Serbołużyczan przeciwko jej likwidacji nie przyniosły rezultatu.
Wiadomość z drezdeńskiego sądu administracyjnego nadeszła ostatniego dnia wakacji, w piątek po południu. Wniosek rodziców o uchylenie decyzji saksońskiego ministerstwa oświaty o likwidacji ponadstuletniej szkoły średniej w Chróścicach został oddalony. - Sąd przychylił się do opinii urzędników, którzy wątpią, aby zamknięcie szkoły miało zły wpływ na narodowe życie Serbołużyczan - mówi "Gazecie" Manuela Schmule z Towarzystwa Krzewienia Języka Serbołużyckiego "WITAJ" w Budziszynie (Bautzen). - Oni kurczowo trzymają się liczb i nie rozumieją, że mniejszości nie można oceniać według miary większości.
Przyczyną zamknięcia szkoły w Chróścicach (pisaliśmy o tym w "Gazecie" z 15 lipca) jest brak uczniów. - Do piątej klasy, od której zaczyna się nauka, zgłosiło się siedmioro dzieci, a ustawa przewiduje minimum dwie klasy po 20 osób - mówi rzecznik ministerstwa oświaty w Dreźnie Dieter Herz. - W tym roku z braku uczniów trzeba zamknąć 88 szkół w całej Saksonii, Chróścice to tylko jedna z nich.
Zdaniem Serbołużyczan oczekiwanie, że do szkoły dla mniejszości będzie uczęszczać tyle samo dzieci co do szkół niemieckich, jest nierealistyczne. Tymczasem szkoła dla mniejszości to także ośrodek życia kulturalnego lokalnej społeczności. W tej okolicy jeszcze mówi się po serbołużycku na co dzień i to trzeba chronić - uważają Serbołużyczanie, których mowa wymiera.
- Ministerstwo nie rozumie, że my nie tracimy jakiejś tam szkoły, tylko jedną szóstą wszystkich szkół średnich - mówi Manuela Schmule. Serbołużyczanie (jest ich ok. 60 tys.) mają w Saksonii sześć podstawówek, sześć (a teraz pięć) szkół średnich i gimnazjum.
Mieszkańcy Chróścic od trzech lat walczyli o utrzymanie szkoły. Zorganizowali strajk szkolny, słali protesty do władz i skargi do sądów. Nadal są nieustępliwi. W poniedziałek ustalili, że odwołają się od piątkowego wyroku. Może do uporu zachęciła ich wiadomość, że papież Jan Paweł II przeczytał ich list sprzed dwóch miesięcy z prośbą o wsparcie i modli się w ich intencji.
Manuela Schmule sceptycznie patrzy na szanse protestów. - Ustawa szkolna przewiduje wyjątki dla mniejszości, ale ich nie gwarantuje. Wszystko zależy od dobrej woli urzędników, a tej nie widać. Nie bardzo wierzę też w niezawisłość sądów - konstatuje z goryczą.
Serbołużyczanie opracowali też memorandum do władz z wizją szkolnictwa mniejszościowego: klasy już od siedmiu osób, intensywne wsparcie nauki języka serbołużyckiego przez państwo, obowiązek utrzymywania szkół serbołużyckich przez państwo, nawet jeśli w budżecie posucha. Pismo trafiło do ministerstwa, ale "dyskusja jeszcze się nie zaczęła" - mówi Dieter Herz.
Od nowego roku szkolnego w chróścickiej szkole pod krzyżem z napisem: "Byliśmy, jesteśmy, będziemy" zaległa cisza, a 49 uczniów dojeżdża do odległej o kilka kilometrów Ralbicy. Według Mathiasa Petera z kuratorium w Budziszynie panują tu nawet lepsze warunki i dzieci z Chróścic nareszcie mają lekcje informatyki. W starej szkole nie dało się zainstalować sprzętu. W ralbickiej szkole też wszystkie lekcje prowadzone są w języku mniejszości, a nowych uczniów przyjęto serdecznie.